Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Duch wygnany z Edenu — a wokół chmura i chmura —
Błyśnijcie lampy dwie: niechaj rozjaśni się wzrok!

Ale choć słów tysiące — i cyfr znaleźli tysiące —
Nieodsłonięta wciąż tajemna bytu mgła:
Bo nieznane im wiecznie — w istocie rzeczy żyjące
Jedyne Słowo to — jedyna Cyfra ta —

Cyfra ta, w której wszystkie cyfry wszechrzeczy się mieszczą —
Cyfra ta, w której lśni przyrody całej treść:
Słowo to, w którem wszystkie, lirą wyśpiewane wieszczą,
Słowa akordem brzmią — najwyższa Boga cześć!

Przyłóż muszlę do ucha — a wszystkie szumy fal morza
Usłyszysz w perle konch — złączone w jeden szum:
Tak też w jedynej myśli — żyje ukryta myśl boża,
Treść miliona cyfr — miliona wieszczych dum!

Jedna — jedyna Cyfro, odkryj się duchem człowieczym!
Jedno — jedyne Słowo, zabrzmij i odsłoń się nam!
Mamy cyfer tysiące i słów — i wciąż sobie przeczym:
Stańcie się! Dajcie klucz — do lazurowych bram.


V.

Sfinksie! czy nie napróżno lampy swe Edyp zapala —
Jakeś zagadką był — tak pozostajesz nią wciąż!
Próżno Słowo rozbrzmiewa — Cyfra swą treść wykrysztala —
Duchu! natchnienia żar z doświadczeń lodem zwiąż.

Cyfra z ziemi ku niebu — Słowo mknie z nieba na ziemię,
Ku sobie płyną wciąż — przyjdzie spotkania ich czas!