Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tym, co szli śmiało na spienione wody;
Tym, których — w wiry — i głody niewczasu
Nieustraszona dusza porywała,
Bez żagli — steru — masztów i kompasu,
Tym, co nadziei nie tracili — chwała!
Chwała, bo w sercu ich nie było strachu,
Że, utraciwszy swoje dawne słowo,
Już są na wieki bez portu i dachu —
Chwała, bo jutro wstaną z pieśnią nową.
Chwała wam, ducha odważni żeglarze,
Żeście, gdy ludzkość wyszła z równowagi,
Pod krucht umarłych nie kryli się straże,
Płynąc na nowych mórz archipelagi.


XIII.

Lecz duch, wyrwany z kolei utartych,
Który sam musi na nowo się rodzić,
Ma walk tysiące nieznanych — upartych
I musi nieraz w głębie piekła schodzić.
A przeto straszna wypadnie mu walka —
Z naturą całą — i z ludźmi — i z sobą —
I musi znicza strzedz niby westalka,
By pod życiową nie zagasł żałobą.
...............
I dobroczynna ta słowa potęga,
Która jest światłem — kościołem — i bóstwem —
W takie go jarzmo niewolnicze wprzęga,
Że on swą miłość zowie cudzołóstwem
Słowo się staje złośliwym tyranem,
Zwodną syreną i hydrą stugłową
I chciałbyś strasznym być jakim tytanem,
Aby w objęciach swoich zdusić słowo.
A jednak mimo te szatanów wiece —