Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co twą istotę kryją w mgłach pozorów —
I niezdobyte twoich tajń fortece —
Kocham cię, Słowo — pierwoźródło tworów!


XIV.

Wij się, me serce! Nie wzejdziesz na szczyty,
Jak ci, co mieli rączy lot sokoli,
Dla ciebie wszędy wieczny cień ukryty —-
Bo ty zdobywać prawdę masz — powoli.
Z powolnych cyfer — układasz swój koran,
A każde czucie i każde natchnienie
Pochłania wieczny zwątpienia kormoran —
Nim nowej jutrzni zabłysną promienie.
Kiedy objawień godzina uderzy,
Może zrozumiem jeden dźwięk natury,
Lecz to, co na dnie tego bytu leży,
Kryją mi wiecznej tajemnicy chmury.
Świat jest — jak marmur, który śpi w kopalni,
W którym już posąg do życia się zrywa,
Lecz nim go dłutem mistrz uidealni
Nikt nie zna treści jego żył przędziwa.
Wij się, me serce! Jest wieczna granica,
W której widomych brzęczą istot ule,
Tajń wiekuistych zazdrosna strażnica:
Nie pójdziesz dalej! To Ultima Thule!
Napróżno jęczy dusza prawd łakoma —
Nad nami wisi tajemnica bytu —
Święte Parabram! Wielka Niewiadoma —
Niepoznawalna z tej strony Kocytu.
O wiem, że gdybym znał wszystkie tajniki,
Jakie się mieszczą w treści bytu — w Słowie,
Nad konieczności prawa niewolniki —
Stanąłbym wyżej. Byłbym jak bogowie.