Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jego zarodzią — treścią i istotą —
Jest jaki kwiatek z niewidzialnym listkiem,
Który przechodniów ślepe nogi gniotą?
A gdybyś znał ten cudny kwiat paproci,
Możebyś czcił go jako bóstwo nowe,
Bo w nim się cała treść tej puszczy złoci
I z niego idą te bory sosnowe.
Tak, kiedy patrzysz rozpalonem okiem
Na to wieczyście ruchome wrzeciono
Bytu, co duch nasz otacza obłokiem
Tajń, które zniczem niezagasłym płoną:
Pomyśl, czy jądro jego i treść cała —
I niewiędnąca zaródź jej istnienia
Nie jest to forma jaka prosta — mała —
I jak milczenie skryta w muszli cienia?
Może to jaka plasmodyów komórka,
Która w najprostszej kryje się istocie?
Może z koralów jakiego pagórka
Ziarno, co rodzi różnych bytów krocie?
My widzim tylko omamień pokosty
I słowa bytu szukamy w bezdeniach,
A może jest, to jaki okrzyk prosty,
Co nam się w sennych objawia marzeniach?
Lecz ten dźwięk prosty jest nam tajemniczy,
Bo wzrok nasz widzi pozorne otchłanie
I słyszy tylko echo, dopełniczy
Cień słowa, w którem jest tajń rozwiązanie.


VI.

Bo nie myśl, że to słowo jest gdzie w dali,
W uczonych księgach albo w słońc ogromie;
Ono się nieraz w prostym krzaku pali,
W prostaczej piersi żyje nieświadomie.