Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Hufem idą nieznani witezie,
Zakowani w stali i w żelezie,
Zapowiedzią sieroctwa dla wdów!

Promieniały zdala złote włócznie,
Niby słońce, które stoi w krwi,
Iż się zdało — złotą widzisz jutrznię
I dzwoniły i chrzęściały hucznie,
Niby dzikiej pieśni takt. Więc szli...

Szli we złocie i srebrze i stali,
W purpurowych i błękitnych skrach
I srebrnemi mieczami błyskali,
Szli, jak bogi, co przynoszą z dali
Nowe świty, łzy i krew i strach.

Szli w stubarwnej tęczy pióropuszów,
Z tarczmi, w wieńcu różnolitych szarf,
A na tarczach widma złych geniuszów,
Znaki z Lichem zawartych sojuszów,
Malowidła opiekuńczych larw.

Pył się wznosi, to znowu opada,
A widziadło znika jako mgła;
To ze mgły się wychyla gromada
Obcych mężów — raz półsennie blada,
Raz promienna — jak słoneczna skra.

Coraz dalej huf rycerzy idzie,
Las proporców wciąż promienniej lśni!
Spójrz na lud swój, wielki Światowidzie,
Proroczyłeś prawdę, o Derwidzie!
Toż zapowiedź turm, i łez, i krwi!