Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Hej, olbrzymy, coście szli w zawody
Z wichrem puszcz — i głodem wilczych kłów —
Dziś wam ruszyć na nieznane gody:
Idą ku wam obce wojewody,
Idzie ku wam sturamienny huf!

W czarnym gniewie patrzy Waligóra
I Wyrwidąb! Najezdnicza ćma
Idzie ku nim, jak piorunna chmura
Gorsza wilka, niedźwiedzia i tura:
Hej, zarykną jako gromy dwa!

Dawno gadki chodziły po ziemi
O rycerzach, którzy idą w świat —
I, mieczami walcząc stalowemi,
Nowe kraje dłońmi skrawionemi
Na zwaliskach dawnych stawią chat.

Gdzie swobodne były sioła kmiece,
Dzisiaj włada najezdniczy kneź,
Który hańbić śmie łoża kobiece
I rozpędza dawne mężów wiece
I na rabów zmienia każdą wieś!

Upadały starodawne bogi,
Na ich miejscu stawał nowy bóg;
Upadały prorokiń trójnogi,
Nowy zakon ogłaszały wrogi:
Zaś opornym młot czerepy tłukł.

Tam, gdzie wspólna była dawniej gleba,
I gdzie wspólny był żniwiarzy plon,
Dziś są działy chat — i pól — i chleba —
Dziś są działy słońca, lasu, nieba;
Pokrwawili ziemię ze wszech stron!