Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lub o lasów tajemniczych mgłach,
Gdzie się kryje tyle stworzeń żywych;
Lub o widmach, co widzieli w snach,
Czasem miłych, a czasem straszliwych;
Lub o łowach, o wilkach i lwach.

Albo w gwiazdy na błękitów sklep
Spoglądali zdumieni, ciekawi,
Jakich duchów zamieszkuje szczep
Świat ten dziwny, dokąd klucz żórawi
Zda się lecieć jesienią przez step?

I przychodził do nich stary dziad,
Ślepy lirnik, mądry, siwobrody;
Czarę miodu wychyliwszy rad,
Gdy rumieńcem błysły mu jagody,
Opowiadał dzieje dawnych lat.

Albo mówił, jakie cuda lśnią
Za górami, w ziemiach oddalonych;
Lub, czytając poza tajną mgłą
Dni przyszłości jeszcze niezrodzonych,
Prorokował. Wieszczem zwano go,

A Derwidem starzec sam się zwał.
W ręku nosił harfę złotostrunną...

Paryż, 1887.