Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I Wyrwidąb ryczał jako lew,
A jak tygrys ryczał Waligóra,
I ich lica rumieniła krew.

A władały dwa te silne lwy
Nad krainą wielką i olbrzymią:
Od północy, gdzie lodowe kry,
Od tych puszcz, gdzie stare sosny drzemią,
Aż pod sinych gór nieznane mgły.

Od tych wysp, gdzie święty rośnie dąb,
Po ten step, co trawą się zieleni,
Po tę morza tajemniczą głąb,
Co się srebrem i szafirem pieni —
Z Waligórą władał Wyrwidąb.

Żaden inny nie władał tu pan,
Tylko Wyrwidąb i Waligóra:
Nie oblana krwią granicznych ran
Uśmiechała się młoda natura,
Złotem zbożem kołysał się łan.

Pnie swych dębów dwustuletnich bór,
Niby dzieciom, dawał im na chaty;
Sól i miedź im niosła głębia gór;
Skóry niedźwiedź dawał im kosmaty,
Koń swój grzbiet, a rogi swoje tur.

Turzym rogiem słodki pili miód;
W cieniu dębów stały barcie pszczelne,
I dwa lwy, skończywszy dzienny trud,
Napełniali czary swe weselne,
Sycąc krew swą krwią bawolich ud.