Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z CZĘŚCI I.

       

W dni zamierzchłych tajemniczej mgle,
W mrocznych lasach, pod wyniosłą górą,
Wyrastali, jak dwa dzikie pnie,
Bracia dwaj: Wyrwidąb z Waligórą,
Jak dwa żubry albo sosny dwie.

Mieli ciemny włos, błękitny wzrok,
Mieli barki silne, jak dwa woły,
A gdy szli, tak rączy był ich krok,
Że myślałeś — lecą dwa sokoły,
Lub dwie giemzy lekki niosą skok.

Mieli postać, jak olbrzymy dwa,
Nieulękłe, dzikie, muskularne,
Którym w żyłach krew jak płomień gra, —
I okryci w skóry bydląt czarne
Szli na wilka, niedźwiedzia i lwa.

I wysoko nieugięty kark
Unosili, jak obronną wieżę,
I potęgą swych żelaznych bark
Ochraniali swe obszerne leże,
Gdzie nie znano ani łez, ni skarg.

Byli cisi. Lecz, gdy wrzał ich gniew
Drżały dęby i chwiała się góra,