Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Że za nią w nieustannej pójdziecie gonitwie,
Przesyceni — niesyci — nowych wrażeń głodni.

By klęknąć u jej zimnej bezlitosnej stopy
Wy przejdziecie burzliwych oceanów fale;
Dla niej mierzyć będziecie lazurowe stropy,
Dla niej przebijać w górach żelazne przekopy,
Dla niej żyć, śpiewać, marzyć, grzeszyć, tonąć w kale,
By klęknąć u jej zimnej, bezlitosnej stopy.

I błagając o rozkosz, u jej kolan zgięci,
Zniesiecie wszystkie skarby swe na jej ołtarze;
Każdy z was dla niej wszystko złoto swe poświęci,
Odda jej treść swej myśli, woli i pamięci,
Odda krew, mózg i nerwy, duszę, gdy rozkaże
I bóstwem ją nazwiecie, u jej kolan zgięci.

A izba jej się stanie zamkiem marmurowym,
A łachman — tęczowymi zabłyśnie kolory,
A tapczan jej — różanem stanie się, puchowem
Łożem. I, jak bogini o licu sfinksowem,
Ona ciało swe piękne ustroi w bisiory,
A izba jej się stanie zamkiem marmurowym.

Co wiekami stawiały mrowiska człowiecze,
Legnie u stóp tej waszej straszliwej kochanki:
Dla niej brzmieć będą hymny, zgrzytać będą miecze,
Dla niej krwią gladyatorów wrzawny cyrk pociecze,
Dla niej staną posągi i złote krużganki,
Które wiekami stawią mrowiska człowiecze.

Zdepcze was i wasz rydwan zasiądzie zuchwała,
Żądze swe doń zaprzęże dzikie... Jako prochy
Kół jej wozu — drgające będą wasze ciała,
Jak biczem swą ironią będzie was smagała...