Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wiecznie roi rozkosze nowe a bezbrzeżne
I nigdy nie spoczywa warga jej różowa.

Pierścieniem was otoczą białe jej ramiona,
Jej oczy wam zabłysną niby księżyc w chmurze;
Pieszczotliwym marmurem gorącego łona
Ukołysze was do snu, w którym dusza kona;
Purpurowemi usty w krew wleje wam róże,
Łańcuchem was otoczą białe jej ramiona.

Niewolnicy! u kolan nagiej odaliski,
Gdzie w rozkoszach objęcia białych ramion czworga
Odurzą was uśmiechy, całunki, uściski,
Zatracicie ostatnie woli swej przebłyski
I słodką będzie wam ta wieczysta katorga,
Gdy padniecie u kolan nagiej odaliski.

Bo jej nie wstyd nagości! Piersi jej carrara,
To skarbnica rozkoszy potężna i wielka,
Pocałunków i pieśni kryształowa czara,
Płacze dziś jako nędzy zhańbiona ofiara;
Lecz jutro się w niej zbudzi bogini mścicielka
I gniewem cała zadrży piersi jej carrara.

Ona was, niby Cyrce, czarami opęta
I wciąż was łudzić będzie jutrznią nowych grzechów,
A nieznanych rozkoszy zdradliwa ponęta
Będzie wam, jak nadzieja, słodko uśmiechnięta,
Pełna miłosnych szeptów i wonnych oddechów,
Których czarem, jak Cyrce, dusze wam opęta!...

Lecz nie syci i wiecznie nowych wrażeń głodni,
Oto padniecie przed nią, jakoby w modlitwie,
I, szukając niebiosów w oczu jej pochodni,
Przysięgniecie na piekła i potęgi zbrodni,