Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wyrzuci grot... I czegóż, czegóż wam potrzeba,
Wam, o dusze zastygłe na wszystkie porywy!

Próżno roicie rozkosz chorą wyobraźnią
I znieczulonym zmysłom śnicie wieczny harem,
Bo urzeczywistnienie snów jest dla was kaźnią,
Niby kurcze, co krew wam na chwilę rozdraźnią,
By znów zbudzić tęsknotę za nowym puharem!
Próżno roicie rozkosz chorą wyobraźnią.

Ale Venus was zbudzi! Ta Venus żebracza,
Co w tej ciemnej szynkowni z czarą wódki siadła,
Ona wokół was sieć swą złudną poroztacza,
I błyski wam ostatnie źrenic pozamracza
I będzie wam boginią ta Venus upadła,
I będzie wam królową ta Venus żebracza.

Kiedy wszystko was zdradzi, ona wam zostanie!
Gdy niemocą zatruci, i gdy żyć niezdolni
Skierujecie bezpłodną myśl w grobów otchłanie,
I gdy umrzeć niezdolni, z trwogą patrząc na nie,
Staniecie nad przepaścią bladzi i bezwolni,
Ona, jak śmierć, wam zawsze wierną pozostanie.

Jej uśmiech jest dla wszystkich. Serce jej — to głębia
Uczuć niewyczerpana. To wulkan płomienny,
Który nigdy nie gaśnie, ani się oziębia —
Machina, gdzie się wzajem tysiąc kół zazębia:
To wiecznych pocałowań ocean bezdenny,
Jej uśmiech jest dla wszystkich. Serce jej — to głębia.

Nigdy nie odpoczywa warga jej różowa,
Nigdy nienasyconem jest jej łono śnieżne:
Wiecznie brzmią na jej ustach uroczyste słowa
Miłości. Wiecznie gore jej serce i głowa,