Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I ludzką namiętnością pulsują jej skronie,
Gdy wilgotnym płomieniem łono swe rozpala.

I potrójnym rumieńcem blada twarz jej błyska,
Krwawym rumieńcem hańby, co jej piersi tłoczy,
Rumieńcem suchot rudym, jak cegieł zwaliska,
I rozrzewnień szkarłatem, co z kielicha tryska,
I współczucia jej łzami zraszają się oczy,
A potrójnym rumieńcem blada twarz jej błyska.

I ciemne szat ich barwy i niezgodne krzyki
Dziwnie się przetwarzają w jej oczach i uszach:
W dali gdzieś brzmią jej dźwięki tanecznej muzyki,
Jakaś uczta wybrańców, a tu męczenniki,
Co dla ich szczęśliwości wiją się w katuszach
I czasami rozpaczne wydają okrzyki.

Nędzarze, którzy nie śpią, by w puch upowici
Wybrańcy odpoczywać mogli; którzy znoszą
Wieczny głód, by wybrańcy byli jadła syci;
Nędzarze, którzy przędą drogocenne nici,
By wybrańcy, odziani jedwabiów rozkoszą,
Spoczywali bez troski w puchy upowici.

A w dali widzi Venus ów ogród złocony —
Wybrańców czarodziejski ogród pół bajeczny:
Alabastrowe lampy, marmury, wazony,
Kwiaty, perły, jedwabnych lazurów zasłony,
Gwiazdy kryształów, dźwięki muzyki tanecznej,
Zbudowany nędzarzy dłonią świat złocony.

Dwa — zda się — mórz otchłanią rozdzielone światy:
Jeden jest, jako górnik, co schodzi w kopalnie
I w zatrutej ich głębi dyamentów karaty
Wydobywa zgarbiony. Drugi świat — bogaty.