Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zapomina o doli swej nędzą brzemiennej:
Robotnik spracowany ciężkim trudem w hucie.

Tu woźnica, co wiezie swoje możne pany
Na tajemnicze noce zbytku i rozpusty;
Nosiwoda, co złożył na chwilę swe dzbany,
Z majstrem szewckim się głośno kłóci pół-pijany;
Tu mularz bez roboty zgłodniałemi usty
Przepija do woźnicy, który wiezie pany.

Tu grabarz, co umarłym wieczne łoże ściele,
Pijąc, gwarzy o trupach, aż chłopy odważne
Truchleją, niby potne przechodzą kąpiele;
Tu szalona dziewczyna, opuściwszy celę —
Przyszła kalać swe oczy, brylantem posażne, —
I grabarz, co umarłym wieczne łoże ściele.

Zrozpaczony artysta, jakiś duch rozbity —
Pełny pogardy wielkich, maluczkich — miłości,
Wykolejony życiem z drogi, która w świty
Wawrzynowe prowadzi, kwartą okowity
Zalewając robaka, gra z cyganem w kości:
Zrozpaczony artysta, jakiś duch rozbity!

I w świat tych dusz upadłych, śród dymu i wrzawy
Schodzi Venus, co zeszła z lazurowej zorzy,
I w żebraczym łachmanie siada w rogu ławy
I, wzrokiem przenikając pozorne przejawy
Zbydlęcenia i nędzy, szuka iskry bożej
W świecie tych dusz upadłych, śród dymu i wrzawy.

I wilgotnym płomieniem łono swe rozpala,
Aż gorączkowym ogniem oko jej zapłonie,
Aż ją przeniknie dreszczu nieznanego fala
I naraz w olimpijskiej czuje się koronie