Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/018

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Stare dęby — i topole,
Młode olchy — i sokory.

Jesion jasno malowany,
Jarzębiny — i kaliny,
I akacye — i kasztany,
I gdzieniegdzie też choiny.

Wszystkie stoją tak milczące,
Nieruchome przez te żary,
A pośrodku niby słońce —
Usnął dobry klon mój stary.


VII.

Słońce zeszło z niebios szczytu
Po za kres amfiteatru,
Cień na drzewa padł z błękitu,
Wionął świeży oddech wiatru.

Wionął wiatr — i przerwał ciszę
I zaszumiał nad drzewami,
I gałęzie ich kołysze
I zapachy ich balsami.

Szumią — szumią — szumią drzewa
Szumem dziwnej melancholii,
Szmer falisty brzóz się wlewa
W metaliczny jęk topoli.

Liść z akacyi pada złoty,
Dąb utraca swe żołędzie,
Klon zielone swoje sploty.
Jesień siatkę swą już przędzie.