Strona:Poezye T. 2.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W głos ten się całą zasłuchuję duszą,
Serce mi z piersi tęsknota wyrywa,
Poszedłbym za nim wszędzie, wszędzie... Niewiem,
Czy to się miłość, czy śmierć tak odzywa?

XXVI.

Ponuro gwiżdże północny wiatr,
Świat ginie w chmurze śnieżnej —
Zda się, że piersi rozerwie mi
Żal gorzki i bezbrzeżny.

Więc bez odpłaty za młodość mą
Życie mi całe spłynie?
Nie wstanąż szczęścia dni?... Gwiżdże wiatr,
Świat w chmurze śnieżnej ginie.

XXVII.

Ah! Gdybym teraz mógł pędzić, jak wicher,
Gdzieś w nieskończoność, nieskończoność, precz,
Roztrącać wszystko po drodze, jak piorun,
Rozcinać wszystko po drodze, jak miecz.

Czuję potrzebę lotu i niszczenia,
Ziemię i niebo rozbiłbym na druzg — —
Tchu mi brak w piersi, w oczach mam płomienie
I, zda się, głowę rozsadza mi mózg.