Strona:Poezye T. 2.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXIII.

Głucho jest w duszy mojej i zimno — — daremnie
Szukam w niej choćby iskier dawnego płomienia —
Zagasł niepodsycany — — czuję, że już we mnie
Serce kona, przechodzi zwolna w śmierć z uśpienia.

Mieć serce, ale martwe, w piersi, jako w grobie,
Przeraża mnie, i nie wiem, co jest większa męka:
Czy gdy próżno chce serce znaleźć czucie w sobie,
Czy kiedy czuje, ale od boleści pęka?

XXIV.

Po szerokiem, po szerokiem morzu
Płynie okręt z kotwicą urwaną,
Wiatr go pędzi coraz dalej, dalej
W przestrzeń pustą, chmurną, ołowianą.

Po szerokiem, po szerokiem morzu
Nie do brzegu ty płyniesz, okręcie,
O podwodną gdzieś uderzysz skałę
I bez śladu przepadniesz w odmęcie.

XXV.

Czasem, gdy długo napół sennie marzę,
Cudny kobiecy głos mię skądś dolata,
Anielskie jakieś śpiewający pieśni,
Piękniejsze, niźli wszystkie pieśni świata.