Strona:Poezye Stanisława Trembeckiego. Tomik II.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


«Wyniosła wnuczka, takim okolona dworem,
«Nie uznała potrzebą kwapić się z wyborem.
«Dostrzegł Pelej, że Tetys często na Delfinie
«Do swojego chłodnika w żary słońca płynie,
«Czatuje; i gdy ona zrzuciwszy obsłonki,
«Snem posilnym znużone uczerstwiała członki,
«Dech wstrzymał, cicho dybie, a będąc już bliski,
«Na pieszczone ramiona zarzuca uściski.
«Strzelistą łączy prośbę, ta mu się nie szczęści,
«Znaki wziął za odpowiedź paznokcia i pięści.
«Zapalczywa Bogini, gdy szybko wyskoczy,
«W nieznanego zuchwalca groźne topi oczy.
«Wnet się czoła wzajemnem odpieraniem gniotły,
«Noga nogę podcina, i barki się splotły.
«Chce ją nieulękniony syn Eaka pożyć,
«Chce Tetys złamanego pod swe stopy złożyć;
«Ten ręce silnie chwyta, ta silnie wydziera,
«Tę pycha mocną czyni, tego miłość wspiera.
«Po daremnie straconych usiłowań wielu,
«Udała się Bogini do przemian fortelu.
«Raz mu się zda lampartka, znowu hydra śliska,
«Nie puszcza jednak młodzian, i potężnie ściska.
«Widząc, że bohatera straszydła nie trwożą,
«Postawę sobie Tetys przywróciła bożą.
«Rzekł Pelej: «Musisz uledz, i być ze mną w parze,
«A jutro ci przez wdzięczność wystawię ołtarze.»
«Ta się wszelako broni, nie mogąc nim miotać
«Gniewna, że się jej próżno przychodzi szamotać;
«Chociaż się natarczywą napaścią obraża,
«Gładkość młodzieńca, zręczność i odwagę zważa.