Strona:Poezye Stanisława Trembeckiego. Tomik II.djvu/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


«Pobudzani kolejno zwycięztwa nadzieją,
«Gdy po tylu dużaniach znoje się z nich leją,
«Gdy ta poczęła słabieć, a ten siły krzepił,
«Broniącej się mężnego Achilla zaszczepił.
«Za gwałt z razu nieznośny, ale potem luby,
«Na dozgonne z nim Tetys zezwoliła śluby.
«Grzech ten niezmierną sławę śmiertelnikom czyni,
«Przemożona, i wzięta na żonę Bogini.
«Śmiały zamiar, i walka chwalebnie skończona,
«W pismach zadunajskiego wiekuje Nazona.
«Pan miejsca, na pamiątkę szczególnej przygody,
«Wskrzesił chłodnik Tetydy, odziały go wody.»
O tym przypadku, myśli roztargniony tłokiem,
Minąwszy obłąkanym zwykle ścieszki krokiem,
Widzę łódź, której strzeże przewoźnik sędziwy[1];
Kędzior modrawą brodę zagęszczał mu siwy,
Wzrokiem błysnął ponurym, ani mię powitał,
Ani wsiadającego, gdzie chcę płynąć pytał.
Mamli wstyd mój wyjawić? tylko ruszył wiosła,
W podziemne mię ciemnice jego barka niosła.
Źegnam cię słońce drogie!... Za cóż tyle kary?
Żywy, siódmym przykładem, wchodzę między mary.
Tu więc na mnie czekałeś o Charonie chytry!
Ani Trackiego wieszcza nie mam z sobą cytry,
Ani Sybilla złotej dała mi gałęzi,
W swych głębinach bezdennych Pluton mię uwięzi.
O! jak przykre, jak długie, zdają się tu pory,
Kędy noc wieczna rzeczom wydarła kolory.

  1. Kanał podziemny.