Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/730

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Twą skruchę i poprawę okaż mu dowodnie.
Przestań sekciarskich schadzek i rozpustnej mowy,
Grzechów, co znasz się winnym w obliczu Jehowy.
Wszelkie zelżywe gwałty, rozpustne wieczerze
We łzach twojego serca wyspowiadaj szczerze.
Potem zwyciężaj żądzę cielesnej słodyczy,
Niech wszeteczność przywdzieje worek pokutniczy.
Biednym dajcie jałmużnę, niech się hojnie spłaci
Własność, handlem wydarta oszukanej braci.
Wiele znaczą nędzarze wzgardzeni i podli,
Żebrak błogosławieństwo wieczyste-ć wymodli.
Tak czyńcie z reszty grzechów — mam dobrą nadzieję,
Potężna pomsta Boża dla was złagodnieje.
Mieliście już trzy klęski, srogość ich przestrasza;
Niechże czwarta nie przyjdzie, bo to zguba wasza.
Szło morowe powietrze, szła pożarów siła,
Pomnisz, Gdańsku, jak woda twe miasto podmyła?
Już karę trzech żywiołów mając przed oczyma,
Ślepi! mniemacie może, iż kar więcej niema?
Cóż jeśli zadrga ziemia i klęska natury
Zagarnie i pochłonie nieprawości mury?
Cóż gdy handlowe sprawy zniszczą boje cudze?
Gdy się zboże zatrzyma w wiślanej żegludze?
Albo Bóg zagniewany, któremu tak łatwo,
Ześle zwierze drapieżne pastwić się nad dziatwą?
Przyjdą wilki, tygrysy, lamparty, niedźwiedzie,
I lwica afrykańska swój orszak przywiedzie,
Smok oblęże twe mury, — choćbyś wzmacniał wieże,
Kiedyż człowiek bez Boga zguby się ustrzeże?
Złamią się twoje baszty, jako domy z karty,
Gdańsku! jękniesz boleśnie, z twych bogactw odarty,
Opuszczą ciebie siły, rozkosze i dary,
Których dzisiaj bezecnie używasz bez miary.
W sadach nocnej roznusty i w domach od złota
Rozpaczliwie zamieszka łkanie i zgryzota;
Pychę, zbytek, nieczystość, co psuły wam łono,
Przepaściste czeluści wraz z wami pochłoną.