Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/646

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Celmy w Pasterza nadwiślańskiej ziemi,
Co płocką trzodę sprawuje u Pana.
Jego skroń zacna, rękami polskiemi
W szkarłat, w klejnoty ubrana,

By miała swoją ozdobę i chlubę.
Więc rodak na nią znamię cześci kładzie,
By uczcie czoło, Pierydom lube
I poślubione Palladzie.

Jak niegdyś w Rzymie, księga i tyara
Były złączone w nierozdzielne grono,
I na ołtarzach, gdzie sławy ofiara,
Kadzidła muzom palono.

Lecz czujna duma poziomego karła
Wzniosła swój ołtarz u niebiosów szczytu,
I gdyby mogła, w nieboby się wdarła,
By zerwać gwiazdy z błękitu.

Przed waszą, muzy, przed waszą budową,
Stoi ów Pasterz, wieńcami przybrany;
Wy mu trzymacie tyarę nad głową,
Gdzie płynie Narwi nurt szklany.
 
Wy zawsze przy nim, czy radzi w senacie,
Gdzie go ojczysta powołuje praca,
Czy to znużony w zacisze powraca,
Wy go radośnie spotkacie.

Wyście go na tron pasterski wybrały,
Kiedy Pstrokoński, przeżywszy lat tyle,
Potężny słowem i sprawą wspaniały,
Usnął wieczyście w mogile.

W naszem królestwie, kędy wojna gore,
Wzmagacie mądrą Pasterza wymowę;
Słowem porady, w uroczystą porę,
Wyście go wesprzeć gotowe.