Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/647

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

On gminnym wirom nie zdał się na wolę,
Nie lekce sobie wielkie rzeczy waży;
Prawość i mądrość znać na jego czole,
Znaczno dostojność na twarzy.

Będę go sławił pieśniami mojemi,
Czy przyjdzie nucić Gelonów przymierze,
Czy w cześć rycerstwa rodowitej ziemi
W struny mej lutni uderzę.




ODA II.
Do Cezara Pauzylipa.
Królestwo Mądrego.


Late minaces horruimus Lechi
Regnare Thracas.


Szeroko Turcy władają niewierni,
Strach nam, Lechici! lecz ten szerzej włada,
Kto, niezależen od odgłosów czerni,
Krzepko w prawicy swe oręże trzyma;
Choćbyś lękliwca zbroił jak olbrzyma,
Dla niego pawęż nieskuteczna rada,
Dla niego niczem i pancerz kowany,
Kołczan i strzała, nic mu nie nadarzy.
Czy najdą ziemię Pikty i Brytany,
Czy dzikie Cymbry i srodzy Tatarzy,
Nic nie dokażem, bo się słabo bierzem.

Samiśmy sobie wodzem i szermierzem!
Człek, Pauzylipie, podobien krajowi:
Jest w nim i mocarz, i naród, i prawo;
Wielka to dusza, co zakon stanowi
I umie klęknąć przed własną ustawą.
Nie czyni królem wojsko niezliczone,
Ni świetność, wzięta od purpury krwawej.
To nie król jeszcze, co nosi koronę,