Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/645

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niech sobie wnuki w porze późniejszej
Bawią się włócznią, mieczem i grotem...
O! przyjdźcie, ludzie krwie szlachetniejszej!
Zadrgajcie, wieki, świeższym żywotem!




ODA XVI.
Do Przyjaciół.


Vixi canoris nuper idoneus
Vates Camoenis...



Byłem i ja wieszcz natchniony,
Lecz nie śpiewać mi dłużej:
Obumarły moje strony,
Już mi bardon nie służy.

Już na ścianie się kołysze
Moja harfa leniwa...
O kochani towarzysze!
Niech kto struny pozrywa!

Bóstwo piesień, co w przezroczu
Latasz nad gwiazd gromady!
Oddal, oddal z moich oczu
Gorzką mądrość Pallady!




KSIĘGA CZWARTA.




ODA I.
Do Stanisława Łubieńskiego, Biskupa Płockiego.


Sunt et novarum non vacuae mihi
Laudum pharetrae.



Jest u mnie kołczan ze strzałami wielu,
Częścią i chwałą napełniony pięknie.
Muzo! wymierzmy, wystrzelmy do celu,
Niech struna łuku zaszczęknie,