Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/526

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Taki się lepiej do rzezi zachowa,
Więcej da tłuszczu, niż chleba zdobędzie,
Bo w tucznem cielsku nie tak zmyślna głowa,
A mniej mięsisty pracowitszym będzie.
Gdy wół wydęty, gdy kroczy powoli,
Jak koń trojański z postawą brzuchatą,
Niewiele chleba przysporzy na roli,
Sądź go na gardło, bo zasłużył na to.
Tak czyni Rusin, bije lub przedawa,
Tylko pojętne zachowuje dla się.
A w lasach ruskich, gdzie pastewna trawa,
Nie liczy trzody i ten, co ją pasie.


XI.

Tak ryk młodzieży rozlega się echem,
Przypłodek rośnie, kiedy starsi giną;
Bo Rusin wierzy, że ciężkim jest grzechem
Zabijać ciołka, co ssie pierś matczyną.
A matka, bacząc, jak podrasta codzień,
Szorstkim językiem wygłaska swe dziecko.
Kto zabił ciołka, jest szkodliwy zbrodzień,
Zawiązek trzody wyniszczył zbójecko.
Wieczorkiem letnim, po wioskach zwyczajnie
Wesół dobytek i ryczy, i hasa.
Tu w wioskach głucho, bo do nocnej stajnie
Trzoda z udojem nie przychodzi z lasa.
Pasterz we zwykłą zagrodę ją wpuści,
Tam wszystko na noc kupi się i garnie,
Szopę ze ściętych dębniaków uchróści,
Kędy zagania stada i owczarnię.
Kolcami jodeł swój namiot najeży,
Jak murem twierdzy; a jeżeli nocą
Wilk, przynęcony nadzieją łupieży,
Zechce się wedrzeć gwałtowną przemocą, —
Przez mur iglasty przebić się nie może,
Skrwawion kolcami zdobyczy zaniecha.
Pasterz bezpieczen zasypia na dworze,