Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/431

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KRÓL.

Do was z grobu!


MOROSOPHUS.

A poco?


KRÓL.

Zwyciężyć Turczyna.


MOROSOPHUS.

Ha! to sroga bestya, nie dotrzymasz pola!


KRÓL.

Lecz bywa zwyciężoną.


MOROSOPHUS.

Ej, nierówne siły!


KRÓL.

Bóg za tym, kto na siłę nierówną uderza.


MOROSOPHUS.

Dzisiaj pokój trzymamy.


KRÓL.

Nie trwóż się, mój miły,
Niema u mnie z Turkami świętego przymierza.


MOROSOPHUS.

Niema? kogóż uzbroisz?


KRÓL.

Prawnuków Polaków,
Przez których w moje czasy Krzyżak był odparty.


MOROSOPHUS.

Chcesz ich widzieć?


KRÓL.

Potrzeba.


MOROSOPHUS.

Patrz na tych wojaków!


KRÓL.

To jacyś cudzoziemcy, poniechaj te żarty!
Pokaż mi mych Sarmatów, moje wierne straże.