Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/430

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Im się kto większym dłużnikiem nazowie,
Tem o wdzięczności przemy śliwa ściślej:
Młody on jeszcze, lecz w młodzieńczej głowie
Niema już lekkich i przelotnych myśli.
Jak stary wiekiem, na łaski pamięta,
I umie cenie prawicę pomocną.
Różdżka, niedawno z gałęzi odcięta,
Jednak do gruntu wkorzenia się mocno.
Gdy młode ziarno posiejesz na roli,
Nie zwiedzie pewno nadziei żniwiarzy...
Lecz cóż ci mówić? już czytam na twarzy
Pomyślną wróżbę dla mej przyszłej doli.
Więc, co cię nadto uwielbić nie może,
Kochaj młodzieńca, i żegnaj cię Boże!“




DYALOG
O NIESTAŁEJ ROZMAITOŚCI ODZIEŻY
U POLAKÓW.



WŁADYSŁAW JAGIEŁŁO, KRÓL POLSKI,
I STANISŁAW MOROSOPHUS.




KRÓL.

Już Wołoszę i Węgry zły Turczyn zwycięża,
Już do mego królestwa zbliża się pożoga.
Wstaję z grobu — niech moi przypaszą oręża,
Wspomogę ich choć radą przeciw siłom wroga.


MOROSOPHUS.

Ha! to król... dziad królewski, przechwala się srodze;
A sam broni nie nosi... cała Polska taka.
Chodzi w owczym kożuchu, nie w królewskiej todze...
O! trudniej podbić Turka niżeli Prusaka!
Znam... to stary Jagiełło... ten głos i ta mina...
Przystąpię: Dokąd, królu, i skąd, jeśli wola?