Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/432

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MOROSOPHUS.

Kiedy? gdy się odrodzą?


KRÓL.

Nie! zaraz, w tej chwili!


MOROSOPHUS.

Oto stoją! patrz na nich, jacy są, pokażę.


KRÓL.

Szanuj mię i zaniechaj głupich krotochwili!


MOROSOPHUS.

Tyś sam głupiec, że nie wiesz, iż czas wszystko zmienia.


KRÓL.

Ale wszystko odmienia w kształty jednakowe,
A tutaj tysiąc kształtów, postaci, odzienia.
Nie!... ja tych ludzi nigdy mymi nie nazowę!
Za mną była ozdoba i odzież jednaka,
I serca jednostajne w miłości i zgodzie:
Po piórach zwykle ptaka odróżniasz od ptaka,
Po piórach zwykle sądzisz o wnętrznej przyrodzie;
Tak chce Bóg i natura. O! zwątpiłem znacznie,
Już mię zwyciężyć Turka nadzieja nie głaszcze.
Jak tu bić się — z żołnierzem strojnym tak dziwacznie?
Lecz co widzę? tureckie przyjęliście płaszcze!?
Widać, że Turczynowi sprzyjają te duchy!
Zły znak!...


MOROSOPHUS.

Owszem najlepszy, bo to nasza młodzież
Nosi łupy tureckie — znak dobrej otuchy,
Gdy łup nieprzyjacielski wystarcza na odzież.


KRÓL.

Daj Panie! lecz cóż znaczy ten płat jakiś duży
Od szyi aż do głowy? to jakieś dwuroże?


MOROSOPHUS.

Jeśli trzeba uciekać, a wiatr k’temu służy,
Ten ubiór bieg przyśpieszy i uciec pomoże.