Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeszcze w ówczas nie rozdniało,
Cofnąłem niesmiałe kroki,
Przyrodzenie spoczywało,
Wszędzie noc i sen głęboki.
Słychać tylko tentent konia,
Który jezdcem nietrzymany,
Latał po polach zdyszany.
Wszystko co się w ówczas stało,
Jak sen mi się wydawało.
Wtem słyszę, dzwón jutrznię głosi,
Zdroj światła kościoł oblewa,
I czyste niebo z gwiazdami,
I ciche groby s krzyżami,
Dzwón stale pobożnych wzywa,
Jam potrzał — jak posąg stałem,
Do świątyni wejść nie śmiałem.