Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nigdy ten ogień w całej swej jasności,
Nie błysnie w sercu ohydą skalaném.
Jemu się kochać! — Ach! chcąc los dokończyć,
Ostatnią naszą niedolę,
Jeszcze nas z drogą matką miał rozłączyć.
Kiedy śmiertelne dręczyły ją bole,
Myśmy całe dnie i nocy,
Żebrali Boga pomocy.
Straszna wybiła godzina!
Drogąśmy matkę stracili.
Zawsze mi się przypomina,
Obraz jej ostatniej chwili,
Wszyscy klęczący w milczeniu łzy ronią;
Ona wyciągnioną dłonią,
Kładzie krzyż z błogosławieniem,
Na schylone nasze głowy,