Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Odtąd przestałem być nieczułym głazem.
Ona początkiem mego zmartwychwstania,

VI.

Krótkom się cieszył! z gniewnych niebios woli,
Znow mię nieszczęścia tknęła ręka mściwa;
Wkrótce ku naszej niedoli,
Jakiś ich krewny daleki przybywa.
W sąsiedzkim kraju służył pod sztandary,
Złoczyńca; bez czci, bez wiary.
Chytrą myśl knuła, dusza niegodziwa,
Żądając wejść z nią w małżeńskie ogniwa,
Uśmiechem fałszu, oszczerstwa, i zdrady,
Ciskał na mnie żołci jady. —
Ojcze! dostojne uczucie miłości,
Błogosławieństwem jest z niebios zesłaném,