Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
VII.

Już noc odziała ziemię ciemnémi szatami,
Niebo było jak pole zasiane gwiazdami,
A Xieżyc jak z białego marmuru fontanna,
S której na świat płynęła jasność nieustanna.
Na ulicach kozaki tłumnie się gromadzą,
Jak uczcić Hetmanowę, głośno z sobą radzą,
Wszędzie w mieście tysiące wesołości znaków,
Wszędzie krzyk hura, hura, dziś hop, hop, kozaków.
Wśród rynku zapalono liczne beczki smoły,
Przy ich świetle ciężarne jadłem gną się stoły;
Na samym srodku miasta dwa wielkie lwy stały,
Wdawnych wiekach wykute z granitowej skały,
Z ich paszcz pootwieranych dla ludu ochłody,
Zza miasta pociągane wytryskały wody.