Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ptaki je powitały melodyjnym spiewem,
Zefiry z wonnych kwiatów schwytanym powiewem.
Kto w szczęściu kochał wdzięki natury i dziwy,
Ten ją chciwém wejrzeniem szuka nieszczęsliwy;
Julija jej uroków wielbicielka stała,
Czułem okiem w wypukłe niebiosa spojrzała,
I rzekła o naturo! matko moja droga!
O jak ty jesteś piękną i jakieś ty błoga!
Uszczęsliwić człowieka twoim jest zamiarem,
Dla niego świat posażysz ozdobą i darem,
Dla niego na murawach roczne kwiaty sadzisz,
Dla niego po lazurach to słońce prowadzisz,
Dla niego twoja ręka noc w gwiazdy obleka,
Wszelkie dobro od ciebie — nieszczęścia od człeka.
Wtem rzuca wzrok na myślom jej swiadome wody,
I dwa srebrne potoki oblały jagody.