Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Lecz ty co widzisz wszystkie serca mego rany,
„Pobłogosław mej drodze, ty ojcze kochany“.
On kładł błogosławieństwo na schyloną głowę,
Ona na stopy jego, lała łzy perłowe.

VI.

Kiedy srogi los bodźcem żarzystym ugodzi,
Szczęśliwy! kto swą ranę snu balsamem chłodzi,
Szczęśliwi którzy duszę rzezwiąc w tej kąpieli,
Do przyszłych cierpień nowe z niej zasiłki wzięli,
Jak w ow czas dobroczynne smierć człowieka dzienna,
A choćby się nie ocknąć! — Julija bezsenna,
Szła sama do świątyni w zadumaniu pilnem,
Ciało znużone rankiem rzezwiła posilnem;
Powietrze chociaż czyste nieco było chłodne,
Weszło wspaniałe słońce na niebo pogodne,