Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


(65)VI.

Kiedy skały, i ziemia, morze groźne światu,
Padają pod przemocą strasznej czasu ręki,
Jak się wątłe kobiety oprzeć mogą wdzięki;
Których błyśnienie, tylko jest błyśnieniem kwiatu.

O! jak to tchnienie wonne, i słabe wytrzyma,
Potok fal zapieniony, dni szybko płynących,
Kiedy ani skał twardość, niebo sięgających,
Ani żelazna brama, czas zwalczyć sił nie ma.

Tak, najpiękniejszy brylant z jego szyi zleci,
O! sroga myśli! czyjaż prośba, lub odwaga,
Niewzruszonego starca zwalczy, czy ubłaga?
Kto wstrzyma dłoń co wdzięki zaciera, i szpeci?
Ach! nikt — kiedy twą piękność, jego zniszczy flaga,
Może ona na ziemi, w tych rymach zaświeci.