Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


(73)VII.

Czas na mnie widno! jestem jako w porze lodu,
Drzewo s kilko listkami, reszte wiatr rozrzucił.
Na tych wzniosłych gałęziach, które drzą od chłodu,
Siedzący niegdyś ptaszek, piosnkę szczęścia nucił.

We mnie dostrzeżesz blade światełko promyka,
Co po zachodzie słońca połyska na niebie,
W krótce ta, która wszystkie utwory przenika,
Siostra śmierci noc, w cieniach te szczątki zagrzebie.

Wemnie widzisz blask żaru okrytego pyłkiem,
On w popiołach w młodości swojej dogorywa,
Jak na łożu gdzie śmierci cień wieczny okrywa,
W żywotnej mocy, własnym strawiony posiłkiem.
A tak widzisz najdrozsza! skąd mój kres nadpływa,
Miłość była mém życiem, miłość życia schyłkiem.