Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ledwie dni kilkanaście oręża powodzeń,
Jleż łez popłynęło, i ile krwi wzbrodzeń!
„Gdzież rzekł morze tak wielkie? zdrój tak dobroczynny
Coby z rąk naszych zmyły, kroplę krwi niewinnej?
Lecz nie długo tém cnoty uczuciem żyć zdołał,
Wezbrała straszna zemsta, z wściekłością zawołał,
„Co? ja żałować będę wrogów mego domu!
„Sprawców naszych niedoli, boleści, i sromu!
„Niechaj z nieba pioruny, obłok po obłoku.
„Niech spada na mą głowę; nie cofnę już kroku.
„Chwieje się słaba wiatrem, kołysana trzcina,
„Chmielnicki nie mięknieje, karku nieugina“.
Nie jedną tylko troskę w łonie swojem kryje,
W najezdcy piersiach, serce roskochana bije,
Mury tutejsze kryją Julią ulubioną,
Możeż go ona kochać — będzież jego żoną?