Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zgadzam się na to, drząca Kleona wyrzekła,
I twarz rumieńcem powlekła.
Adolf codzień się bardziej kochał, i zapalał;
Ledwie z miłości nie szalał.
Gdy coraz, nową roskosz żąda przysposobić,
Malarzowi kochanki portret każe robić.
Pomnij rzekł mu, by w oczach miała żartkie strzały,
By czarne, włosy na barki spadały,
Usta, których tchem me serce zapala,
Odziej świeżością korala.
Wlej w piersi tę żądzę drogą....
I zastanów uwagę nad jej małą nogą.
Rób przyjacielu, zapłacę najdrożej.
Malarz przyrzeka że starań dołoży.
Nim Hymen tę parę złączył,
Malarz obraz skończył.