Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zaledwie rzucił wejrzeniem,
Zawołał Adolf ze drzeniem,
Gdzież są mej Kleony wdzięki?
Gdzie ten kształtny tok jej ręki?
Gdzie lekki spływ szaty?
Gdzie uśmiech wdziękiem bogaty?
Gdzie niebieskie oczy duże?
Gdzie ust róże?
Malarz przytomny tej mewie,
S pokorą odpowie:
Panie! kiedy czas blask kolorów zmniejszy,
Znajdziesz obraz podobniejszy.
Adolf im dłużej oglądał,
Tém usilniéj popraw żądał.
Wziął Malarz portret za Pańskim roskazem.
Nie ubiegło więcej,