Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przychodź kochanku! przychodź duszo mojej duszy!
Czego się trwożysz? czyliż mój widok cię wzruszy?
Gdyś najczystszą miłością ożywiony Boga,
Lękać się Heloizy jakaż płonna trwoga!
Natura w sercu twojem gaśnie oniemiała,
Jam jednak ciebie kochać jeszcze nie przestała!
Niestety! me nieszczęsne płomienie ku tobie.
Są jak posępne lampy płonące przy grobie.

Ach! gdziekolwiek poniosę obłąkane kroki,
Jakież mysli i jakie spotykam widoki!
Czyli to Heloiza u progów Swiątyni,
Obłana łez potokiem, tkliwe modły czyni;
Czy boleśném uczuciem smutku przenikniona,
Na posępnych grobowcach omdlewa i kona,