Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przez ileż trzeba jeszcze przechodzić kolei,
Przez ile zgryzot, żalów, i płonnych nadziei,
Tłumić czucia, do których serce mię nakłania,
I wszystkiego zapomnieć prócz celu kochania.

Co czynię? gdzież mnie błędne zapędy unoszą?
W tem miejscu moję zbrodnią, wyjawiam z roskoszą!
Tu gdzie cnota sercami niewinnemi włada,
Miłość występnym ognióm ołtarze zakłada!
Niestety! jakież imie na siebie przybiorę?
Córka nieba, płomieniem świętokradzkim górę!
Długoż zaciekła skłonność władać duszą będzie?
Zawsze błąd mój poznając, będęż trwała w błędzie?
Serce stałej miłości, ujęte nałogiem,
Będzież się wahać między człowiekiem i Bogiem?