Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Cała zachwycająca piękność przyrodzenia,
Okrutnych duszy mojej udręczeń nie zmienia.
Dla mnie roskoszna wiosna napróżno jasnieje;
Zniknęły oczóm wdzięki jak sercu nadzieje.
Utraciła natura swą barwę ozdobną,
Wszystko teraz ma postać do śmierci podobną;
Wszędzie ponura rospacz swym jadem oddycha,
Przez nią łąka więdnieje i róża usycha,
Echo milczy, Zefiry powiewać przestały,
Wody w głuchej cichości, smutne toczą wały.
Tu w żałości, w rospaczy, życia będąc cieniem,
Jęczeć muszę nad srogiém mojem przeznaczeniem.
Ach! w śmierci tylko moja nadzieja jest cała;
Onaby srogie skończyć boleści zdołała.
Niestety! nim nadejdą upragnione chwile,
Nim złożę zwłoki moje w posępnej mogile,