Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Każdy moment roskoszy lubą tkliwość żywi:
Taki był nasz stan życia... byliśmy szczęsliwi.

Wszystko dla mnie zniknęło.. o! srogie wspomnienie,
Dotąd jeszcze łez rzewnych nie oschły strumienie.
O dniu straszny! napada zgraja mordu chciwa,
Postrzegam ich... trwożę się... biegnę... nieszczesliwa.
Może widząc tyrani łzy i rospacz moję.....
Ach! nie... tych barbarzyńców łzami nie ukoję,
Jęk mój nie mógł im z dłoni wytrącić oręża;
Karzcież i mnie okrutni! gdy karzecie męża.
Próżno zaklinam, próżno miłosierdzia wołam...
Łkania głos mi tamują... dokonczyć niezdołam.

Nadszedł dzień, gdy spełniając srogich losów karę,
Nieszczęsliwa ofiara, ciągnęła ofiarę,