Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Myślałam żeś podobną Aniołom miał postać;
Błąd to był, lecz jak słodko w takim błędzie zostać!
Gdyś wielkość Boga, usty wdzięcznemi opiewał,
Zdało mi się żeś nieba swym głosem zdumiewał.
Ach! prędko potrafiłeś w sercu wzbudzić tkliwość;
Przy twych lubych powabach zniknęła wstydliwość.
Kochając cię, miłości poznałam pieszczotę;
Poświęciłam niewinność tę najdrozszą cnotę.
Upojona roskoszą mych ogniów bez granic,
Wszystkie uwagi ludzi poczytałam za nic;
Obraz nawet wieczności, Heloizy oku,
Wsłabym i oddalonym tlał tylko widoku.
Idąc drogą roskoszy usypaną kwiatem,
Stałeś się wtenczas dla mnie i niebem i światem.