Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jak to słońce wspaniałe na niebie pogodnem,
Że umieram z uczuciem rodu mego godnem.

Rodzice męża! zdaniem waszem winą srogą,
I niczem niezgładzoną żem była ubogą.
Złoto dla was tak drogie jako promień słońca,
Oby was żądza bogactw dręczyła bez końca,
Obyście nędzarzowi co o wsparcie kwili,
Biednego grosza całem sercem zazdrościli.
Wśród bogactw, i mamiącej oczy wspaniałości,
Sępy zgryzoty, wasze zrżeć będą wnętrzności.
Często przy rzęsnych światłach, kiedy s przyjacioły,
Ciężkie srebrem i złotem obsiądziecie stoły,
Wśród tłumu, niewidzialnie wejdzie cień mój krwawy,
Do ust drgającą łyżką nie wniesiecie strawy,