Strona:Poezye Józefa Bohdana Zaleskiego.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Wielkie, —“ woła, — Bogów dziwy!
Zemsta ściga niecny czyn:
Sąd niebianów sprawiedliwy
Mierzy kary wedle win.
Zwodziciel sam w sidła wpadnie,
I na słabéj nawet płci
Zdradę świętych przysiąg mści
Zeus, co całym światem władnie. —

— „Komu szczodrzy a łaskawi
Są Bogowie podług żądz,
Niech ich imie błogosławi!“
Wyrzekł młodszy Ajax drwiąc.
„Patrzcie, kogo wieńce stroją,
Czyich Olimp strzeże głów!
Mężny Patrokl legł pod Troją...
Ale Tersyt wraca zdrów!..
Szczęście ślepy traf rozdziela;
Kto więc dobry dostał los,
Mimo Bogów niech się w głos
Rozraduje dniem wesela! —

„Najmężniéjszych wojna zmiata;
O! dopóki słońca stać —
Pamięć bohatéra — brata
W ziemi Greckiéj będzie trwać!
On, gdy nawy nam gorzały;
Zgasił pożar, rozmiotł ścisk;
A języcznik dobréj chwały
Odniósł za to cześć i zysk.