Strona:Poezye Józefa Bohdana Zaleskiego.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Agamemnon, wódz wyprawy
Zbiega wzrokiem orszak swój,
Szczątki ludów żądnych sławy,
Które wezwał na ów bój;
I zmartwienie widno w czole:
Tyżeś to o królu! tyś!
Coś tysiące wywiódł w pole,
Z taką garstką wracasz dziś?
Niech więc szczęsny wykrzykiwa,
Kto rodzinny ujrzy próg:
Bo do śmierci tysiąc dróg;
A kto żyje niech używa!

„Ach! nie każdy w każdéj porze
Do ojczyzny wrócić rad;
Bo na swoim progu może
Zaczajonych pełno zdrad.
Ktoś rozgromił wrógów znaki,
A duch w domu czyha nań!“ —
Tak przemówił Pat Itaki,
Słynny z mądrych dzieł i zdań.
„Szczęsny komu Westy znamie
Od zalotnych strzegło dom,
Uchowało statek, srom; —
Piękność łatwo wiarę złamie!“

Lecz Menelaj znów przy żonie
Cieszy się, i w dłoni dłoń,
Na roskoszném, śliczném łonie
Wolną trosków skłania skroń;