Strona:Poezye (Odyniec).djvu/632

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MOTYL.

DO Z. P.

(Przy posłaniu igielniczka w ksztacie motyla).




Jestem sobie motyl — ale żadna pszczółka
Nie kocha tak kwiatków, od róż do fijołka.
Tylko że z nich zaraz pszczółka egoistka
Chce słodycz i korzyść ssać z każdego listka;
A ja sobie motyl, nic wzajem nie żądam,
Dość mi téj pociechy, że na nie spoglądam,
I niczego więcéj nie chcę na ostatku,
Jak usiąść i spocząć przy najmilszym kwiatku.

Jestem jak amorek; — u obu skrzydełek,
Jak strzały w kołczanie, mam paczki igiełek.
Nie by, jak on, niemi ranić serca czyje —
Szukam tylko, kto ich najlepiéj użyje.

Znam ja wprawdzie rączki, jak to mówią, złote,
Co wciąż jakąś świętą piastują robotę.
Cóż więc za dziw, że się chciałbym do nich dostać?
Wszak być ze świętymi, jest to świętym zostać.