Strona:Poezye (Odyniec).djvu/565

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Znać, że masz w sobie sąd swój, nie cudzy,
Ani powtarzasz, co rzekli drudzy.
Nie brałaś za złe, że ci ktoś przeczy;
Znać, że ci idzie o prawdę rzeczy,
A nieuporna przy swém mniemaniu.
Chętnie chcesz uledz lepszemu zdaniu.
I rzekłem sobie: w niéj snać przebywa
Szczera chęć prawdy, dusza prawdziwa.

Byłaś w teatrze: — wzrok twój wlepiony
W scenę, nie strzelał na różne strony,
Twarz była wierném duszy zwierciadłem;
Z niéj każde twoje uczucie zgadłem:
Jak cię oburza, jaki żal budzi,
Cierpienie dobrych, przemoc złych ludzi;
I jak cię tryumf cnoty pociesza,
I jak niewinna śmieszność rozśmiesza.
Oddana całkiem temu, co widzisz.
Ni kłamiesz czucia, ni się go wstydzisz;
Myśląc o sztuce, nie o parterze,
Śmiejesz się szczerze, i płaczesz szczerze.
I rzekłem sobie: w tém się odkrywa
I czyste serce, i dusza tkliwa.

Posłyszysz wprawdzie, jak świat w swéj mowie
Wesołość myśli płochością zowie;
Jak szczera mowa i własne zdanie.
Znaczą u niego złe wychowanie;
Jak każde czucie uśmiechem tłumi,
Lub je za oczy wyszydzać umié,