Strona:Poezye (Odyniec).djvu/550

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z MATHISSONA.




Mrok posępny, mrok ponury
Szczyt olbrzymiéj omglił góry.
Między smutnie brzmiącą trzciną,
Szeleszczące zdroje płyną.
Pasterskiego blask ogniska,
Z po za ciemnych gajów błyska,
Bladą światłość lejąc z siebie,
Jako lampa przy pogrzebie.

Już się nocy ptak nieśmiały
Drżącym lotem wzbił nad skały,
I na szczycie drzew zielonym
Noc płaczliwym budzi tonem. —
W długie wiążąc się łańcuchy,
We mgle ciche tańczą duchy,
Przy świetlika mdłych połyskach,
Po mogiłach, po zwaliskach.

Blask wiodący łódź przez morze,
Na nadbrzeżnéj zgasł już skale;
Ze dzwonicy przy klasztorze
Dzwonek smutne głosi żale.