Strona:Poezye (Odyniec).djvu/502

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DO JÓZEFA RAHOZY.




Błogo, na łonie wieśniaczéj swobody,
Komu, jak tobie, słodki wiek upływa!
Ani cię krwawe mocarzów niezgody,
Ni dźwięk wojennéj trąby ze snu zrywa.
Na kruchéj łodzi, za nieznane wody,
Płynąć nadzieja nie waży się chciwa.
A ten szczęśliwy, kto rad z doli swojéj,
Nic więcéj nie chce, i nic się nie boi.

Każdy dzień nowy, jako kropla miodu,
Płynąc z kielichów zawsze pełnych Czasu,
Dopełnia miary dni twych; a od młodu
Z namiętnościami zwykły do zapasu,
Przebieżonego pamiątka zawodu
Chwili lubego nie truje ci wczasu;
Lecz jak cień przez cię sadzonego drzewa,
Kwitnąc nad skronią, wonny chłód rozlewa.

Tu ci się zdaje Niebo dobroczynne
Swéj nad naturą władzy ustąpiło.
Wszystko ci piękność, wszystko byt swój winne,
Co nadto znikło, co trzeba ożyło.